Co tak naprawdę liczy się w życiu? Który z dostępnych nam czynników motywuje do działania i sprawia, że czujemy się szczęśliwi? Odpowiedzi na te pytania poszukuje Rose – względnie szczęśliwa, ustawiona dzięki rodzinie osiemnastolatka. Wrodzony upór i brak pokory sprawiają, że szybko popada w kłopoty, a jeszcze szybciej podjęte decyzje niosą za sobą przykre dla dziewczyny konsekwencje. Ucieczka ze szkoły, zaplanowane małżeństwo, rozwód… i kariera.

Odkąd odkryła swoją miłość do teatru, postanowiła, że będzie perfekcyjną, uwielbianą aktorką i wszystko podporządkowała temu celowi. Wydaje się, że nie cofnie się przed niczym, aby jeszcze raz móc stanąć na deskach teatru i znów usłyszeć owacje publiczności.

Myśl o tym i wytrwałe dążenie do celu zapewniają Rose poczucie spełnienia. Jednak nic nie trwa wiecznie, a życie potrafi nie tylko zaskakiwać, ale bywa również okrutne.

~*~

W życiu kierujemy się wieloma rzeczami. Jedni stawiają na dom i rodzinę, a inni na pracę i karierę zawodową. Są też tacy, dla których liczy się tu i teraz oraz ludzie żyjący przyszłością. Wśród nich wszystkich istnieją także osoby, które na pierwszym miejscu stawiają siebie oraz swoje marzenia. Taką właśnie drogą dumnie kroczy główna bohaterka Nic straconego, czyli Rose Barrow.

Bohaterkę poznajemy jako nastolatkę będącą u progu dorosłości, która chodzi własnymi ścieżkami i nie przejmuje się tym, co mówi i myśli otoczenie. Jest wolnym ptakiem, marzycielką oraz pewną tego, że jej marzenia się spełnią: jeśli tylko dostanie szansę odniesie sukces. Lecz na drodze do spełnienia i osiągnięcia szczęścia stają panujące konwenanse, a młodziutka Rose jest w stanie zrobić wszystko, aby jej marzenia się urzeczywistniły czyli: złamać obowiązujące zasady oraz wykorzystać drugiego człowieka. Bunt wobec woli rodziców oraz miłość do teatru sprawiają, że decyduje się na małżeństwo, które zamiast otworzyć jej drogę do kariery aktorki zamienia się w złotą klatkę, a ona w zamkniętego w niej kanarka. Tak oto zaczyna się długa i wyboista droga nie tylko ku marzeniom, ale także i dorosłości, o której bynajmniej nie świadczą lata, lecz zdobyte podczas nich doświadczenie oraz pokonane na tej drodze przeszkody.

nic_straconego_oklPoczątkowo Rose była postacią, którą trudno lubić, głównie przez jej charakter oraz specyficzne podejście do życia. Bowiem bohaterka uważała, że wszystko jej się należy i musi być tak, jak ona sobie tego zapragnie. Osobiście takich ludzi staram się omijać szerokim łukiem, bo poczułam na własnej skórze ich bezwzględność w dążeniu do upragnionego celu. Nie inna okazała się być główna bohaterka, wykorzystywała wszystkich, którzy mogli pomóc jej przybliżyć się do spełnienia marzeń. Pod tym względem okazała się obrzydliwą postacią, lecz kolejne sytuacje ujawniały jej inne cechy osobowości – te pozytywne, jak i negatywne. Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się odwaga i bezpośredniość, które sprawiały, że Rose otrzymywała nie tylko naganę ze strony otoczenia, ale także i przychylność jednostek, bo dla niektórych szczerość to podstawa. Jednak wszystko skupia się na życiu, bohaterka pragnie żyć aktywnie, pełną piersią i korzystać z owoców swojej ciężkiej pracy, którą niewątpliwie kocha. To także typ postaci wyprzedzającej myślenie i mentalność czasów, w których żyje i mimo starań trudno jej zaakceptować otaczającą ją rzeczywistość. Rose to bohaterka, na temat której mogłabym pisać bardzo długo, bo jest niezwykle barwną postacią, przy której nie sposób się nudzić. Dobre jak i złe cechy przeplatają się przez co trudno określić jaka ona jest – pozytywna, czy negatywna. W trakcie lektury zachowanie jej wywoływało we mnie naprawdę skrajne emocje: raz jej nienawidziłam, a raz czułam do niej litość. Teraz, po lekturze i poznaniu jej naprawdę „do głębi” przede wszystkim zasłużyła na mój podziw i to dlatego, że podniosła przysłowiową rękawicę oraz zaczęła walczyć o siebie i swoje marzenia (choć mogłaby czasem pomyśleć o innych, kiedy wykorzystywała ich do osiągnięcia wyznaczonych celów. Ale jak wiadomo nikt nie jest idealny, a z pewnością ideałem nie jest Rose).

Przeciwieństwem tej silnej i niewątpliwie odważnej kobietki (później kobiety) jest jej przyjaciółka Elanie. Do tej pory trudno mi zrozumieć, dlaczego ta ułożona, spokojna oraz posłuszna dziewczyna pozwoliła się tak traktować? Co ona widziała w Rose, czego jak nie dostrzegłam? Albo dlaczego Rose na powiernicę swoich sekretów wybrała właśnie Elanie? Może dlatego zawiązała się między nimi więź, ponieważ przeciwieństwa się przyciągają…? W każdym bądź razie myślałam, że tragiczną postacią tejże historii będzie Rose, a nie jej przyjaciółka. Stawiałam, że to właśnie ta delikatna Elanie okaże się silną kobietą, niestety dopiero później zdałam sobie sprawę z tego, że jest ona tą słabszą polówką, która nie potrafi okazywać cierpienia, przez co od początku jest skazana przez los. Muszę przyznać, że autorka znakomicie wykreowała bohaterów tej książki, każdego z nich wzięła pod lupę i pokazała nam, czytelnikom, ich jasne i ciemnie strony charakteru. Jestem pod ogromnym wrażeniem precyzji i niezwykłej szczegółowości w ich kreowaniu.

Autorka w głównej mierze skupiła się na kreacjach postaci, widać to jak na dłoni, lecz (niestety) kosztem reszty. Zabrakło mi konkretnego tła, w którym akcja się dzieje. Wyraziści bohaterowie potrzebują wyrazistego otoczenia, tutaj mamy tylko delikatny szkic czasowy i niestety nie jest on satysfakcjonujący. Książka to także podróż przez życie Rose i mimo tego, że przybywało jej lat, otoczenie zupełnie się nie zmieniało. Każdy rok przynosił i przynosi ze sobą jakieś zmiany, czy to w sposobie ubierania się, czy też w zachowaniu. Miałam wrażenie, że czas mimo iż płynie, to stoi w miejscu. Dodatkowo, późniejsza podróż do Rosji też okazała się mało wyrazista, jak dla mnie zabrakło Rosji w Rosji. Fabuła z kolei okazała się przemyślana i uporządkowana, choć początek był trudny, a raczej nużący, głównie przez wprowadzanie czytelnika w ponad 850 stronicową historię.

Muszę przyznać, że wciągnęła mnie ta opowieść i nie żałuję żadnej spędzonej nad nią chwili. Dawno nie miałam w rękach książki, która miałaby tak rewelacyjnie skonstruowanych bohaterów, takich niezwykle głębokich i realnych oraz wywoływała tak skrajne emocje. Na pewno długo pozostanie ona w moich myślach. Jest to wymagającą lektura, lecz wydaje mi się, że warta swojej ceny (czasowej). Gratuluję tak dobrego debiutu!

~*~

Od problemów się nie ucieka, problemy się rozwiązuje. [1]

[…] w samotności smutek bardziej daje o sobie znać niż w towarzystwie innych ludzi. [2]

– I co masz zamiar teraz zrobić? […]
– Po prostu pójdę dalej […] kolejny raz. [3]

[…] szybko zapominamy o tych, którzy nam pomagają. [4]

Tylko mając poczucie strachu uświadamiamy sobie, jak bardzo potrzeba nam towarzystwa. [5]

W końcu na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu. Nieważne, jak bardzo byśmy się starali. [6]

[1] SOWIŃSKA K.: Nic straconego. Gdynia: Novae Res, 2015, s. 29.
[2] Tamże, s. 293.
[3] Tamże, s. 329.
[4] Tamże, s. 362.
[5] Tamże, s. 603.
[6] Tamże, s. 675.

Źródło: dzosefinn.blogspot.com/2015/02/sowinska-karolina-nic-straconego.html